Krzyżyk zamykający popup
Webinar: Rozporządzenie PPWR – rewolucja w opakowaniach Czytaj więcej

Budowa pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce ma ruszyć w 2028 r., a firmy budowlane stają przed wyzwaniem, którego skala przekracza dotychczasowe doświadczenia krajowego sektora. Wprowadzenie standardu nuclear-grade zmienia sposób myślenia odpowiedzialności za jakość na każdym etapie budowy. Dla generalnych wykonawców oznacza to głęboką reorganizację procesów, kultury pracy i łańcucha dostaw. 

Z artykułu dowiesz się:

  • Czym różni się zarządzanie jakością w standardzie nuclear-grade od dotychczasowych norm budowlanych?
  • Jak zmienia się rola generalnego wykonawcy i jego odpowiedzialność za podwykonawców?
  • Co wymogi jądrowe mają wspólnego z ESG i dlaczego wzmacniają przede wszystkim obszar ładu korporacyjnego?

Polskę czeka projekt infrastrukturalny na wielką skalę. Budowa pierwszej elektrowni jądrowej na Pomorzu to wyzwanie zarówno technologiczne jak i organizacyjne dla całego sektora budowlanego. Inwestor zdecydował się na konsorcjum Westinghouse-Bechtel jako głównego wykonawcę technologicznego. To rozwiązanie nieprzypadkowe, bo obie firmy mają wieloletnie doświadczenie przy projektach jądrowych i dysponują zasobami, których polskie firmy jeszcze nie zgromadziły. Polskie przedsiębiorstwa budowlane wejdą w projekt jako podwykonawcy. Mówi się o 5-10 dużych firmach, które podzielą między siebie poszczególne pakiety robót.

Łukasz Wieruszewski

Łukasz Wieruszewski

Dyrektor Rozwoju i Innowacji

Dla firm takich jak Atlas Ward, które nie mają spółki matki w postaci zagranicznych spółek z doświadczeniem przy obiektach jądrowych, oznacza to konieczność zbudowania kompetencji od podstaw. Firmy z europejskimi strukturami muszą przejść przez te same procesy certyfikacji i dostosowania procedur wewnętrznych, z tą różnicą, że mogą oprzeć się na gotowym know-how oraz inżynierach ściągniętych z Francji czy Niemiec. Pozostałe firmy muszą wypracować te kompetencje samodzielnie, inwestując w szkolenia i certyfikację zanim w ogóle wejdą na plac budowy.

Od norm nie ma odstępstwa

Norma ISO 19443, która ma obowiązywać podwykonawców, którzy będą zajmować się budową elektrowni atomowej, to rozwinięcie powszechnie stosowanego ISO 9001. Rdzeń pozostaje ten sam, ale dochodzą wymagania dotyczące nuclear safety i nuclear quality – czyli bezpieczeństwa jądrowego i jakości na poziomie wymaganym przy obiektach nuklearnych. Każdy element, każda decyzja i każdy dokument muszą być możliwe do zidentyfikowania i zweryfikowania, nawet po wielu latach od zakończenia prac. Nie ma miejsca na odstępstwa. Każdą niezgodność trzeba udokumentować, wskazać przyczynę i określić warunki, które muszą być spełnione, żeby proces mógł być kontynuowany.

Równolegle pojawia się standard NQA-1 – amerykański odpowiednik, wymagany przez Westinghouse i Bechtel. O ile ISO 19443 jest audytowane przez niezależne jednostki certyfikujące, w przypadku NQA-1 certyfikację weryfikuje tylko jedna firma na świecie – ASME w USA. Dlatego certyfikacja jest trudna, długa i droga. W Polsce weryfikację prowadzą przedstawiciele samych inwestorów technologicznych. Oba systemy częściowo się pokrywają, częściowo nie – a firma musi spełnić oba jednocześnie. Ten podział się dopiero klaruje. Mówi się, że obiekty przy reaktorze będą wykonywane na podstawie normy NQA-1, a obiekty pomocnicze na podstawie ISO 19433. To dodatkowe obciążenie organizacyjne.

– Narzędziem egzekwowania tych wymagań są bramki jakości. Na każdym etapie prac ktoś musi podpisać protokół i formalnie potwierdzić zgodność z wymogami. Żaden ruch nie odbywa się bez śladu w dokumentacji – wskazuje Łukasz Wieruszewski.

Nuclear safety musi się stać zasadą organizacyjną

Bezpieczeństwo jądrowe nie może być traktowane jako zadanie jednej komórki w firmie. W modelu nuclear-grade jest nadrzędnym kryterium każdej decyzji, ważniejszym niż budżet i harmonogram. Jeśli badanie wykaże, że dany element nie spełnia wymagań, szuka się nowego, a stary jest analizowany i weryfikowany, by następnie utworzyć do niego dokumentację i poinformować inwestora o potrzebach zmian. Odstępstwa są niedozwolone.

Zarząd musi być osobiście zaangażowany we wprowadzanie standardu do organizacji. Nie wystarczy delegacja w dół struktury – kadra kierownicza przechodzi szkolenia z zakresu nuclear safety i bierze odpowiedzialność za to, by każda decyzja na poziomie zarządczym była z tymi wymaganiami spójna. Firmy muszą powołać pełnomocnika ds. ISO 19443, który ma prawo wstrzymać każde działanie niezgodne z wymogami bezpieczeństwa, bez względu na jego wpływ na terminy czy koszty.

Łukasz Wieruszewski

Łukasz Wieruszewski

Dyrektor Rozwoju i Innowacji

Zakres tej kultury organizacyjnej jest szeroki. Nie dotyczy tylko inżynierów na budowie. Projektanci muszą znać proces nuklearny. Pracownicy działu zakupów muszą rozumieć, co zamawiają i dlaczego produkty muszą spełniać konkretne wymagania. Dział HR, który rekrutuje pracowników do projektów jądrowych, nie może tego robić bez znajomości specyfiki procesów, do których zatrudnieni mają być kandydaci. To model, w którym odpowiedzialność jest rozproszona po całej organizacji, a nie scentralizowana w jednym miejscu.

Na generalnym wykonawcy ciąży duża odpowiedzialność

Przy pierwszej elektrowni atomowej w Polsce wymaganie certyfikacji ISO 19443 obejmuje Generalnych Wykonawców (tzw. Tier 1). Podwykonawcy (czyli Tier 2) nie muszą go posiadać, ale generalny wykonawca bierze za nich pełną odpowiedzialność. To oznacza konieczność przeprowadzania audytów wytwórni, wizyty kontrolne w zakładach produkcyjnych, weryfikację materiałów i procesów u dostawców. Jeśli coś zawiedzie, odpowiada generalny wykonawca. Do zarządzania dokumentacją i procesami wykorzystywane są najczęściej platformy CDE (z ang. Common Data Environment, czyli środowisko wspólnych danych). Każdy krok jest w nich rejestrowany, każda aktualizacja dokumentu widoczna, żaden plik nie może zostać usunięty bez śladu. To środowisko, w którym nie ma miejsca na samodzielne, nieudokumentowane decyzje operacyjne.

Przy kolejnych projektach rynek przejdzie do modelu, w którym certyfikowani muszą być też podwykonawcy. Tak jest już we Francji czy Wielkiej Brytanii. Polska jeszcze nie jest na to przygotowana, ale jeśli projekty jądrowe będą realizowane według planu, rodzimi generalni wykonawcy będą mieli czas, by zdobyć doświadczenie i potrzebne certyfikacje. 

Trzeba zmienić dotychczasowe nawyki

Technologia i procedury to jedno. Trudniejsza jest zmiana, której nie widać w żadnym certyfikacie, dotycząca sposobu pracy ludzi, którzy przez lata działali w konkretny sposób. Proces decyzyjny czy zatwierdzenia procesu lub produktu będzie bardziej podzielony i osoby odpowiedzialne będą zobowiązane potwierdzać każdy etap (np. za pomocą protokołów). Pracownicy, którzy przyzwyczaili się do pewnej swobody operacyjnej, nagle muszą działać w środowisku, gdzie każdy ruch jest rejestrowany.

– Dłuższe procesy, więcej dokumentów, niemożność usunięcia pliku bez śladu – to wszystko może rodzić opór, zwłaszcza gdy nie rozumie się, po co te wymagania istnieją. Dlatego firmy wchodzące w projekty jądrowe powinny inwestować w komunikację wewnętrzną i budowanie świadomości równie poważnie, jak w procedury. Pracownicy muszą rozumieć, dlaczego nuclear safety jest tak ważne – tłumaczy Łukasz Wieruszewski z Atlas Ward.

ESG w standardzie jądrowym. Najwięcej zyskuje ład korporacyjny

Wdrożenie standardów nuclear-grade w firmie wyraźnie przekłada się na ESG. I nie chodzi tu o emisje czy politykę środowiskową firmy budowlanej. Z perspektywy środowiskowej (E) korzyści to mniejsze marnotrawstwo i mniej poprawek – efekt uboczny rygorystycznej jakości. Za sprawą procedur i sprawdzania zmniejszy się liczba błędów i poprawek, a to oszczędza ilość odpadów. Jednocześnie to też aspekt samej energii jądrowej, która uważana jest za ekologiczną. Społeczny (S) wymiar to przede wszystkim BHP i kultura bezpieczeństwa. Nuclear-grade podnosi te standardy strukturalnie.

Najwięcej zmienia się w obszarze ładu korporacyjnego (G). Mniej pomyłek to lepsza jakość działań. Pełna audytowalność procesów, formalna odpowiedzialność na każdym szczeblu, brak możliwości działania poza procedurami, rejestrowanie każdej decyzji – to wszystko buduje model zarządzania, który w wielu polskich firmach budowlanych dopiero raczkuje. Standard nuclear-grade wymusza transparentność.

Warto też spojrzeć na nuclear grade przez pryzmat raportowania zrównoważonego rozwoju (ESG). Firmy, które wdrożą te standardy, zyskają dobrze przygotowaną dokumentację procesową, wiarygodności której nie trzeba będzie dowodzić. Dane będą zebrane, bo system ich generowanie wymusi.

Czytaj także:

„W ESG nie ma miejsca na spoczywanie na laurach”. Jakie lekcje można wynieść z certyfikacji EcoVadis? [ROZMOWA]

Innowacje z planem. Jak uporządkować wdrożenia, by nie marnować budżetu?



    Firmowy adres e-mail
    Numer telefonu
    Temat wiadomości
    Klikając przycisk “Wyślij zapytanie” zgadzasz się przekazanie przez nas informacji handlowych do Partnera, który będzie przetwarzał Twoje dane w celach marketingowych. Informacje o Partnerze znajdują się w tekście wyżej. Szczegóły dot. przetwarzania Twoich danych znajdziesz w Polityce Prywatności.

    Dziękujemy za wypełnienie formularza

    Odezwiemy się do Państwa w ciągu 1-2 dni roboczych na adres e-mail: [email].