Przez dekady geotermia funkcjonowała jako zasób niszowy – domena Islandii i rejonów wulkanicznych. Raport Ember „Hot Stuff: Geothermal Energy in Europe” z lutego 2026 roku pokazuje, że postęp technologiczny zmienił tę mapę.
Dzięki technikom głębokiego wiercenia rozwiniętym pierwotnie na potrzeby przemysłu naftowego, w UE można dziś ekonomicznie rozwinąć 43 GW mocy geotermalnej przy koszcie poniżej 100 €/MWh. To poziom bezpośrednio konkurencyjny wobec energii z węgla i gazu, której cena na europejskich rynkach hurtowych wynosiła w 2025 roku 90–150 €/MWh. Przy typowym dla geotermii współczynniku wykorzystania mocy (80 proc.) oznacza to 301 TWh energii elektrycznej rocznie – równowartość 42 proc. całej produkcji z europejskich elektrowni węglowych i gazowych.
Potencjał nie rozkłada się równomiernie. Największy ekonomicznie atrakcyjny zasób w UE leży na Węgrzech (ponad połowa całości), a następnie w Polsce, Niemczech i Francji – krajach, które nie są tradycyjnie kojarzone z geotermią.
Dlaczego geotermia?
Co wyróżnia geotermię spośród innych źródeł odnawialnych, to charakter produkcji: stała, niezależna od pogody i pór roku, z możliwością elastycznego sterowania mocą poprzez zarządzanie pompowaniem i ciśnieniem złoża. To sprawia, że instalacje geotermalne idealnie nadają się do zasilania odbiorców wymagających ciągłości dostaw – przemysłu ciężkiego, centrów danych AI i elektrolizerów wodorowych – a zarazem mogą pełnić rolę pośredniego magazynu energii w systemie opartym na OZE.
Główna bariera według autorów raportu – Tatiany Mindekovej i zespołu Ember – nie jest jednak technologiczna ani geologiczna. To luka poznawcza i regulacyjna – geotermia nowej generacji wciąż nie jest uwzględniana w modelach energetycznych używanych przez unijnych i krajowych planistów, brakuje dostosowanych ram prawnych oraz mechanizmów finansowania uwzględniających specyfikę wysokich kosztów wierceń na starcie projektu.
Źródło: zielonagospodarka.pl