Kryzys energetyczny wraca na unijną agendę z nową siłą. Podczas debaty w Parlamencie Europejskim w Strasburgu przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przedstawiła swoją diagnozę sytuacji i zarys odpowiedzi politycznej – ostrożnej, ale jednoznacznej w kilku ważnych kwestiach.
Punktem wyjścia był kontekst geopolityczny. Napięcia na Bliskim Wschodzie i ich konsekwencje dla światowego rynku surowców energetycznych sprawiają, że pytanie o bezpieczeństwo dostaw energii w Europie znów staje się pilne. Von der Leyen nie pozostawiła jednak wątpliwości, że powrót do rosyjskich paliw kopalnych jest wykluczony. Określiła go wprost jako strategiczny błąd, który prowadziłby do pogłębienia zależności – dokładnie tej, którą Europa od lat próbuje eliminować. Zamiast tego szefowa KE wskazała na odnawialne źródła energii i energetykę jądrową jako filary europejskiej suwerenności energetycznej.
To jednak nie oznacza braku elastyczności. Von der Leyen przyznała, że realizacja długoterminowej strategii klimatycznej może i powinna być prowadzona z większym pragmatyzmem – szczególnie w obliczu realnych problemów, z jakimi zmagają się europejskie gospodarstwa domowe i firmy.
Skąd biorą się rachunki za energię?
W swoim wystąpieniu von der Leyen przedstawiła przystępną analizę struktury kosztów energii. Ponad połowę rachunku (56 proc.) stanowi koszt samej energii. Kolejne pozycje to opłaty sieciowe (18 proc.), podatki i daniny publiczne (15 proc.) oraz koszty emisji dwutlenku węgla objęte systemem ETS (11 proc.). Proporcje te różnią się między krajami w zależności od krajowego miksu energetycznego, ale schemat pozostaje podobny w całej Unii.
To ważny kontekst do rozmowy o tym, gdzie faktycznie leżą możliwości obniżenia kosztów. Przewodnicząca KE wskazała kilka obszarów do działania: lepsze wykorzystanie kontraktów różnicowych i długoterminowych umów zakupu energii (PPA), instrumenty pomocy publicznej, a nawet rozważane subsydia lub limity cen gazu. Zwróciła też uwagę na opłaty sieciowe – konieczne do finansowania rozbudowy infrastruktury, ale wymagające większej efektywności. Szczególnie wymowny jest tu jeden przykład: w 2022 roku UE zainstalowała rekordowe 80 GW mocy z OZE, ale część tej energii nie mogła trafić do sieci z powodu ograniczeń przesyłowych. Przy rosnącym popycie na elektryczność to luka, której dłużej nie można ignorować.
ETS – narzędzie sprawdzone, ale wymaga modernizacji
System handlu emisjami pozostaje w centrum unijnej polityki klimatycznej i von der Leyen wyraźnie go broni. Jej argument jest konkretny – bez ETS Europa zużywałaby dziś o 100 mld m³ gazu więcej rocznie, co drastycznie zwiększyłoby jej uzależnienie od importu. Wycena emisji działa. Ogranicza zużycie paliw kopalnych i przyspiesza transformację energetyczną.
Jednocześnie szefowa KE przyznała, że system wymaga dostosowania do nowych realiów. Modernizacja ETS, prowadzona przy współpracy z Parlamentem Europejskim, jest jednym z priorytetów.
Odrębną – i politycznie wrażliwą – kwestią pozostają podatki od energii elektrycznej. Formalnie leżą one w gestii państw członkowskich, ale różnice między krajami są uderzające: w jednym z nich stawka wynosi 0 proc., w innych przekracza 16 proc. Von der Leyen wyraźnie zasugerowała, że to obszar, w którym jest przestrzeń do harmonizacji lub przynajmniej refleksji na poziomie krajowym.
Ogólna wymowa wystąpienia była klarowna: Europa nie zamierza cofać się w polityce klimatycznej, ale dostrzega, że tempo i koszty transformacji muszą być lepiej zarządzane – zarówno z myślą o konkurencyjności przemysłu, jak i o portfelach zwykłych obywateli.