Duńska firma Maersk, jeden z największych armatorów świata, zastanawia się nad strategicznym zwrotem w polityce paliwowej. Jak poinformował w niedzielę, 11 stycznia, „Financial Times”, spółka rozważa szersze wykorzystanie etanolu jako paliwa dla swojej floty. Cel jest podwójny – zmniejszyć zależność od Chin i przyspieszyć dekarbonizację transportu morskiego.
W rozmowie z brytyjskim dziennikiem Financial Times prezes Vincent Clerc zwrócił uwagę na istotną kwestię geopolityczną. Chiny kontrolują obecnie rynek zielonego metanolu – paliwa, które miało być kluczem do transformacji żeglugi. Tymczasem w produkcji etanolu dominują zupełnie inne kraje – Stany Zjednoczone i Brazylia.
– Jeśli cały potencjał będzie skoncentrowany tylko w Chinach, niektóre państwa będą protestować – wyjaśnił Clerc. – Ale gdy możliwości rozłożą się bardziej równomiernie, więcej krajów poprze tę zmianę. Dzięki temu zielona transformacja stanie się procesem, w którym korzyści dostrzeże szersza grupa państw.
Trudna droga do zerowej emisji na morzu
Branża żeglugowa stoi przed większym wyzwaniem niż inne sektory gospodarki. Redukcja emisji w transporcie morskim wymaga albo kosztownej modernizacji istniejących jednostek, albo budowy całkowicie nowych statków zdolnych do pracy na e-paliwach (paliwach syntetycznych). To inwestycje liczone w miliardach dolarów.
Pierwsze kroki już jednak zostały postawione. Pod koniec ubiegłego roku armatorzy Hapag-Lloyd i North Sea Container Line wygrali przetarg na stosowanie paliw niskoemisyjnych produkowanych z wodoru. Od 2027 r. przez co najmniej trzy lata ich statki kontenerowe będą korzystać z tego rozwiązania. Dzięki temu znacząco ograniczą emisję dwutlenku węgla. Decyzja Maerska o rozważeniu etanolu jako alternatywy pokazuje, że branża szuka różnych ścieżek prowadzących do tego samego celu – transformacji energetycznej transportu morskiego, który odpowiada za około 3 proc. globalnych emisji dwutlenku węgla.